Pomagamy głuchoniememu chłopcu z Konga
Demokratyczna Republika Konga. Porzucony przez własnych rodziców 8 letni głuchoniemy Bubu włóczy się po wioskach bez dachu nad głową i pożywienia. Żyje z tego czego użyczą mu litościwi ludzie, a w czwartki, na lokalnym rynku stara się coś wyżebrać: głównie jedzenie, a czasem także ubranie. Przypadkiem trafia do domu, zamieszkałego przez dwóch braci -sieroty:16 letniego Sibomanę, i jego młodszego upośledzonego brata imieniem Keke. Sibomana dba o chłopców, jest dla nich jak ojciec. Wszyscy razem, a także dzieci z sąsiedztwa porozumiewają się ze sobą językiem migowym stworzonym przez siebie i "dogadanie się" przychodzi im bez trudu.
Chłopcy pojawiają się na drodze trzeciej wyprawy założycieli Fundacji Dzieci Afryki. Robert Noga i Paweł Werakso w porozumieniu z siostrą Agnieszką Gugałą - ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów - opiekunką miejscowych sierot naradzają się jak można skutecznie pomóc chłopcu, jak i gdzie zdiagnozować słuch.
Bubu trafia w tym czasie do tamtejszej dziennej ochronki, szybko aklimatyzuje się i uczy własnym językiem ciała dogadywać się z dziećmi.
Po powrocie z Afryki Robert otrzymuje wiadomość od siostry Agnieszki:
„..W naszej części Konga nie ma niestety możliwości ani zrobienia audiogramu, ani ewentualnych aparatów słuchowych. Jest to natomiast możliwe w Rwandzie, na południu kraju, w Butare..”
Siostra Agnieszka, w porozumieniu z fundacją, decyduje się zabrać chłopca w tą długą wyprawę. Jest to dla niego pierwsza podroż poza rodzinną wieś, i pierwsza okazja jazdy samochodem. Nowy kraj, dużo bardziej rozwinięty, niż Kongo robi na Bubu wielkie wrażenie. Szczególnie podobały mu się asfaltowe drogi i wieżowce w Kigali. Znakami pokazuje, że jednak woli rodzinną wioskę.
Bubu trafia do specjalisty, jest diagnoza i szansa na poprawę słuchu chłopca. Będzie mógł także uczyć się mowy. Jest szansa dla chłopca na edukację w rwandyjskiej szkole dla głuchoniemych od stycznia 2012 r. czego z radością podejmie się Fundacja DZIECI AFRYKI, na danie chłopcu normalnego, szczęśliwego dzieciństwa a w przyszłości na radzenie sobie w trudnej afrykańskiej rzeczywistości.

w domu u chłopca; od prawej s. Agnieszka Gugała, Bubu i Keke
Siostra Agnieszka Gugała informuje o pierwszych krokach w szkole 9. letniego głuchoniemego chłopca. Bubu od kilku tygodni przebywa w szkole z internatem dla głuchoniemych w Butare – w sąsiedniej Rwandzie.
Misjonarka wyjaśnia, że mimo zarezerwowanego dla chłopca miejsca z przyjęciem do szkoły był kłopot. Bubu ma trzyletnie opóźnienie szkolne, nie jest Rwandyjczykiem, nie zna języków urzędowych ani lokalnego. Jakby tego było mało, dowiedziawszy się, że ma pozostać w szkole, nad wyraz dobitnie wyraził swoje niezadowolenie; bił i gryzł nauczycielkę! Siostra Agnieszka jest wdzięczna personelowi szkoły, że nie został z niej wyrzucony „na dzień dobry”.
Ostanie wiadomości ze szkoły są bardziej optymistyczne. Wychowawcy zapewniają, że chłopiec zaaklimatyzował się, że wszystko jest w porządku i żeby się nie martwić.
Siostra Agnieszka nie jest jednak spokojna. Na początku kwietnia musi zorganizować kosztowny wyjazd po chłopca. Martwi się też czy w kwietniu, po trzytygodniowych feriach, będzie chciał wracać do szkoły - do odległej Rwandy.
„Bubu nie rozumie dlaczego chodzi do szkoły z internatem. Myli ją z pobytem w szpitalu. Nie chce nosić aparatu słuchowego, a przekonanie go do połknięcia tabletki jest mistrzostwem. Mimo wszystko jestem dobrej myśli i ufam, że Pan zdziałał już tyle dobrego dla małego, że na pewno będzie nadal czuwał” – s. Agnieszka.
Na koniec misjonarka dodaje, „że obecnie nie jest już możliwe zrobienie aparatu słuchowego w Rwandzie. Osoba, która tym zajmowała się wyjechała za granicę.” Można zatem rzec, że z ufundowaniem aparatu dla Bubu zdążyliśmy „rzutem na taśmę”.
Fundacja DZIECI AFRYKI przekazała dla Bubu:
157 USD na opłacenie pierwszego wyjazdu diagnostycznego do Butare (Rwanda) (zobacz)
630 USD na zakup aparatu słuchowego (zobacz)
360 USD na opłacenie szkoły z internatem i koszt dojazdu do Butare (zobacz)








