Fundacja Dzieci Afryki

organizacja pożytku publicznego - podaruj 1% podatku - KRS nr 0000331212


Jak z nami pomagać
dzieciom z Afryki?
czytaj:
Działalność
fundacji w kr
aju

2012-05-10 -

WAWRZEŃCZYCE IGOŁOMIA
 „Wyrażamy nasz ogromny podziw i uznanie dla działalności Fundacji DZIECI AFRYKI …” tymi słowami zostali przywitani jej przedstawiciele przez społeczność szkolną w Wawrzeńczycach k. Krakowa. 

Więcej

Strona 1 z 8  > >>


Wiadomości
z misji

2012-04-17 -

NYAKINAMA
Dziękuję Wam za zbiórkę mleka w proszku, które jest niezbędne w wykarmieniu wygłodzonych niemowlaków – pisze misjonarka z Rwandy.

Więcej

Strona 1 z 8  > >>



Wiadomości z Afryki:

 
 
 
__________

Przekaż
DAR SERCA!
 


__________
 
Jesteśmy na:
__________
TERAZ na stronie
(ustawiono 6.01.2011):

Osierocone dzieci Burundi

Burundi – maleńki kraj leżący nad brzegiem olbrzymiego jeziora Tanganika graniczący z Tanzanią, Kongo i Rwandą nader często nękany jest przez głód. Kraj jest tak mały, że wielu Europejczyków nawet nie wie o jego istnieniu. O sąsiedniej Rwandzie świat usłyszał w 1994 roku przy okazji najstraszliwszego ludobójstwa ostatnich lat, kiedy to w okresie zaledwie trzech miesięcy wyrżnięto maczetami ponad 800 tysięcy Tutsi. Dziś zachodnie mocarstwa, rekompensując tchórzostwo i bierne przyglądanie ludzkiej rzezi z rozmachem odbudowują Rwandę. Stolica przypomina europejską metropolię. Główne drogi krajowe pokryte asfaltem odbiegają od afrykańskich standardów. Domostwa z obowiązkowo dobudowanymi gankami i całe pokryte blachą, upiększone kwiatami od frontu „mają” świadczyć o wyższym poziomie życia. Tylko ludzie jacyś inni, zupełnie nie jak z serca Afryki; poważni, zamknięci, smutni, … niewyobrażalnie zranieni. W sąsiedniej Burundi krajobraz zgoła odmienny, nędzne, często rozpadające się gliniane chaty pokryte strzechą, dzieci w postrzępionych ubraniach i ludzie … pozdrawiający przejezdnych, uśmiechnięci, otwarci, życzliwi i … nieprzeciętnie biedni.

Siostra Natanaela - polska misjonarka ze Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego, którą założyciele Fundacji DZIECI AFRYKI odwiedzili w Gatara w lutym 2011 roku w liście do Darczyńców przypomina o swojej drugiej ojczyźnie:

AMAHORO – przesyłam pozdrowienia pokoju z kraju „tysiąca wzgórz i tysiąca problemów” –Burundi.

Pragnę podziękować wszystkim, którzy w duchu solidarności wspierają nasze misje w Burundi – szczególnie w Gatara. To dzięki Waszym otwartym sercom i dzięki Waszej pomocy nasza posługa ewangelizacyjna i charytatywna dociera do wszystkich, którzy w naszym regionie są bez środków do życia. To przede wszystkim sieroty, wdowy, samotne matki, ubodzy, chorzy, ludzie najbiedniejsi i najbardziej zapomniani.

Burundyjczycy ciężką pracą na roli starają się zapewnić utrzymanie swoim rodzinom. Na malutkich poletkach uprawiają fasolę, banany, ziemniaki oraz kawę i herbatę. Z powodu powtarzających się długotrwałych susz bądź ulewnych deszczów mieszkańcy często doświadczają kęski głodu i braku wody.

Wraz z problemem głodu doświadczamy ogromnej kruchości życia i bezradności. Uderzają nas dramatyczne sytuacje rodzinne. Pewnego dnia przyszedł do naszej misji zdesperowany mężczyzna z ósemką dzieci, z których najmłodsze liczyło zaledwie dwa miesiące. Prosił nas o pomoc, bo dzień wcześniej zmarła mu 38. letnia żona.

Malaria mózgowa i AIDS bezlitośnie dziesiątkują miejscową ludność, osierocając tysiące afrykańskich dzieci każdego dnia. Będąc w Gatara założyciele fundacji codziennie widzieli przed misją grupkę kobiet oczekujących na pracę. Misjonarki w miarę możliwości oraz potrzeb chętnie umożliwiają im zarobkowanie.

s. Natanaela w dalszej części listu pisze:

Kiedy w Europie trwają wakacje – większość dzieci odpoczywa, wyjeżdża na obozy, kolonie czy wczasy z rodzicami to dzieci w Burundi szukają różnorodnej pracy, aby zarobić na mundurek do szkoły, zeszyty czy zapłacenie czesnego. W miarę możliwości staramy się pomóc tym dzieciom, jest ich bardzo dużo (w trzech szkołach podstawowych uczy się ponad cztery tysiące uczniów). W wakacje organizujemy akcję „obornik”. Jedne dzieci przynoszą w dużych liściach bananowca nawóz obornikowy, inne w kanistrach wodę. W ten sposób mogą zarobić na zeszyty do szkoły, które są tutaj bardzo drogie. Kiedyś z ciężkim ładunkiem obornika przyszedł zaledwie 5. letni malec. Kiedy zapytałam dlaczego dźwiga taki ciężar, odpowiedział, że jego starszy brat zachorował i teraz płacze, że straci możliwość zapracowania na zeszyty, więc chciałem pomóc .

Często dotyka nas ich szczerość i prosta prośba. Trudna rzeczywistość przyspiesza dojrzewanie, uczy odpowiedzialności za najbliższych. Nie tak dawno 7. letni Pascali, poprosił o pracę dla swojej mamy – wdowy, która sama wychowywała siedmioro dzieci.

Kiedy organizujemy wspólne święto i dzieci otrzymują małe chlebki, to żadne nie zjada całego. Obserwuję jak chowają część chleba, aby zanieść do domu i podzielić się z rodzeństwem. Bieda uczy solidarności.

W Afryce każde dziecko musi radzić sobie samo. Rodziny są wielodzietne, często liczą po 10-12 dzieci. Z tego powodu tylko część ma możliwość korzystania z edukacji, reszta pozostaje w domu, musi pracować.

Potrzeby w Burundi są ogromne i to pod każdym względem. Wiadomo, że nie rozwiąże się wszystkich bolączek na tej afrykańskiej ziemi. Zapewniam Was Drodzy Darczyńcy, że z Waszą pomocą można zrobić to COŚ, aby zmniejszyć morze ludzkiej biedy – afrykańskiej nędzy.

Siostra Natanaela wspomina o blisko już 30. letniej pracy Sióstr Kanoniczek w Burundi. Siostry pracują w trzech placówkach, które odwiedziliśmy: Gatara, Buraniro i Bużumbura. W każdej prowadzą całodobowe misyjne ośrodki zdrowia, troszczą się o miejscowe sieroty, pomagają w zdobywaniu środków do życia dla ubogiej ludności.

Nasi czarni bracia, którzy żyją po drugiej stronie równika inaczej przeżywają to co się dzieje. Trzeba wziąć pod uwagę to, że Kościół w Burundi ma zaledwie 100 lat. Jest to niewiele wobec dwutysięcznej historii całego Kościoła. Jest to wciąż Kościół ubogi, który oczekuje na pomoc i wsparcie.

Na koniec listu misjonarka dzieli się osobistymi refleksjami – tak bardzo bliskimi założycielom fundacji – których owa prawda przekonała do jej powołania:

Afryka każdego dnia uczy mnie szacunku dla drugiego człowieka „innego” pod względem koloru skóry, mentalności, języka, sposobu myślenia, postrzegania świata. Uczy, że nie trzeba dużo posiadać, aby być szczęśliwym. Uczy być bezinteresownym darem dla drugiego człowieka. Uczy żyć, kochać i rozdawać się innym. Uczy cierpienia, samotności, a także niejednokrotnie bezradności.

Warto nadmienić, że nędzę kraju spotęgowała trwająca przez 14 lat wojna między dwoma dominującymi plemionami (Tutsi 15% i Hutu 65%). Sprawiła ogromne straty materialne i moralne. Sytuacja w kraju, również ta polityczna, ciągle jest niestabilna. Paweł Werakso i Robert Noga, odwiedzając Burundi, odczuwali niepokój i „wiszące” w powietrzu napięcie. Rebelianci, którzy od wielu lat żyją w górach dokonują grabieży i gwałtów, nękają zwykłych mieszkańców tej pięknej krainy. Po godz. 16.00 na drogach ustawiane są bariery wojskowe a podróżowanie po nich wszystkim odradzane.

Siostra Natanaela, razem ze współsiostrami, każdego dnia rozpoczyna walkę o lepsze jutro dla swoich czarnych braci. Misjonarki łączą szarą żmudną codzienność z przykładem życia Ewangelią, by mimo tysiąca problemów, niewyobrażalnej biedy i wielu niebezpieczeństw głosić Chrystusa z prostotą i optymizmem. Siostra Natanaela podkreśla, że to czego świat najbardziej potrzebuje to miłość Boga i otwarte kochające serce drugiego człowieka.


Relacja z podróży założycieli fundacji do Burundi
czytaj


Założyciele fundacji z grupką osieroconych dzieci.

Osieroceni uczniowie miejscowych szkół, którymi opiekuje się s. Natanaela, tworzą radosną grupę bębniarzy. Od lewej - osoby dorosłe: Robert Noga, s. Karolina, s. Natanaela, Feliciene - stypendysta fundacji oraz w dolnym rzędzie Paweł Werakso.

« powrót