Organizacja Pożytku Publicznego - przekaż 1% podatku - KRS nr 0000331212

Jak z nami pomagać
dzieciom z Afryki?
czytaj:
Działalność
fundacji w kr
aju

2012-02-12 -

MYŚLENICE
8 stycznia 2012 roku, podobnie jak w latach ubiegłych, w parafii p.w. św. Franciszka z Asyżu odbyła się zbiórka funduszy na rzecz afrykańskich dzieci.

Więcej

Strona 1 z 9  > >>


Wiadomości
z misji

2012-02-09 -

NTAMUGENGA
W wielu afrykańskich krajach styczeń był pierwszym miesiącem nowego roku szkolnego.

Więcej

Strona 1 z 7  > >>



Wiadomości z Afryki:

 
 
 
__________

Przekaż
DAR SERCA!
 


__________
 
Jesteśmy na:
__________
TERAZ na stronie
(ustawiono 6.01.2011):

Dentysta w Kamerunie

artykuł z dwumiesięcznika stomatologicznego DENTOMAX NEWS
- listopad/grudzień 2011
dr Konrad Rylski

Pierwszy raz do Kamerunu pojechałem zupełnie przypadkowo. Było to w marcu 2011r. Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak to się stało. W szkole, w której pracuję jako stomatolog, poznałem siostrę zakonną, która na misjach w Afryce, spędziła siedem lat. Rozmawiałem z nią tylko jeden raz. Po miesiącu miałem już paszport, wizę, a w walizce zakupiony przeze mnie bilet na samolot. Jeżeli ktoś spyta mnie, jak to możliwe, odpowiem – widocznie taki był boski plan, więc jedynie pokornie go wypełniam.

Jadąc do Yaounde (stolicy Kamerunu), nie wiedziałem, co tam zastanę, nie znałem nikogo, nie miałem pojęcia, jak znajdę się w tamtejszych realiach. Zakonnik który obiecał, że odbierze mnie z lotniska, rozmawiał ze mną tylko raz. Otuchy dodawało mi jedynie to, że choć nikogo w Kamerunie nie znałem, to wszyscy, z którymi kontaktowałem się przed wyjazdem, byli bardzo życzliwi i niezwykle pomocni już na etapie załatwiania niezbędnych formalności – zaproszenia i wizy, co przy braku konsulatu w Polsce nie jest takie proste.

Podróż postanowiłem potraktować rozpoznawczo. Chciałem dowiedzieć się jak najwięcej o miejscu, do którego się udawałem. Wiedziałem, że polskie siostry w prowincji wschodniej prowadzą gabinety i pomagają miejscowej ludności. Wiedziałem, że poziom leczenia jest katastrofalny. Wiedziałem też, że na obszarze zbliżonym do kilku województw Polski, działa tylko dwóch dentystów. Przez pewien czas jedna stomatolog – polska zakonnica – pracowała w kilku gabinetach, ale już od kilku lat dwa z nich pozostają nieużywane. Jechałem tam, aby zobaczyć, jak jest i co mogę zrobić jako stomatolog.

Wylądowałem w Yaounde około godz. 17.00. Podróż minęła mi szybciej niż się spodziewałem – z Paryża leciałem tu sześć godzin. Pomyślałem, że z Warszawy do Wrocławia naszym pociągiem też jechałem sześć godzin, więc ten Kamerun nie jest aż tak bardzo daleko... Przechodząc przez kontrole różnych mundurowych formacji, zdejmowałem kolejne warstwy ubrania – w Warszawie było około pięciu stopni C, a tu ze czterdzieści, choć słońce chyliło się już ku zachodowi.

Na lotnisku czekała na mnie cała delegacja – dwóch księży marianów – Krzysztof i Grzegorz oraz siostra Gracjana. Nie było co prawda goździków, ale poczułem się witany jak ktoś bardzo ważny. Dopiero potem dowiedziałem się, że, jak wiele osób, boją się dentystów, więc stąd ten respekt. Kiedy jednak okazało się, że nie będę „wiercić zębów”, poczułem, że atmosfera się rozluźnia. Najwyraźniej pod żadną szerokością geograficzną nie jesteśmy lubiani...

Pojechaliśmy przez miasto. Stolica zrobiła na mnie wrażenie. Mnóstwo ludzi, nieład na ulicach, ogólny chaos – to słowa, które najlepiej opisują to, co zobaczyłem i myślę, że tak postrzegałby to każdy Europejczyk. Dla Kameruńczyków wszystko jest w należytym porządku! Ciekawe, jak oni odbierają nas z naszym dążeniem do uporządkowania wszystkiego?

Przez kilka dni pobytu w różnych miejscowościach: Yaounde, Atok, Essenbot, Abong Mbang udało mi się znaleźć odpowiedzi na niektóre pytania, z jakimi tam pojechałem. Obserwowałem pracę pielęgniarek, funkcjonowanie tutejszych przychodni zdrowia. Przy pomocy jednorazowych lusterek, które przywiozłem ze sobą z Polski, wykonałem przeglądy uzębienia kilkuset dzieci, a także pewnej grupy dorosłych. Wszystko to pozwoliło mi uzyskać wiedzę na temat potrzeb stomatologicznych w tym rejonie.

Na swej drodze spotkałem wiele osób bardzo oddanych pracy z ludźmi potrzebującymi pomocy. Siostry i księża pokazali mi, na czym polega misyjna codzienność. Po kilku dniach nowe widoki i egzotyka powszednieją, a pozostają obowiązki. Patrzymy na Afrykę jako na miejsce pełne pięknych, kolorowych widoków. I rzeczywiście – tak tu pięknie! Jednak pracować jest tu niezwykle trudno. Choć widoki pyszne!

Mój pobyt w Kamerunie dobiegł końca. Ludzie, z którymi tu się zetknąłem, ich wewnętrzne piękno i szczerość sprawiły, że zakiełkowało we mnie pragnienie pomocy w ich misji. Żegnany przez ojców Krzysztofa, Franciszka i Grzegorza wiedziałem, że muszę tu wrócić.

Po sześciu godzinach lotu wylądowałem w Paryżu, a po kolejnych godzinach podróży – w Warszawie. Odczułem skok w inny świat – pędzący, komercyjny, bez czasu na chwilę zadumy nad sobą i innymi. I taki zimny – zupełnie marcowy. I ludzie często tacy marcowi. Całe szczęście, że szybko nadeszła wiosna i uśmiechnięte lato.

10 września 2011 r. znowu poleciałem do Kamerunu, tym razem wyposażony w ponad 150 kilogramów sprzętu i materiałów stomatologicznych, m. in. w przekazany przez łódzkiego producenta mikroskop zabiegowy czy też w przenośny unit, na moją prośbę przerobiony ze starego, złomowanego sprzętu przez serwisanta pana Dariusza Jasika. Przede wszystkim wyposażony też byłem w dużo zapału i chęci do pracy. Miałem wsparcie wielu osób, które pomogły mi materialnie, przekazując duże ilości materiałów i sprzętu, ale również duchowo – modlitwą i życzeniami powodzenia.

Tym razem miałem konkretne zadanie, które sobie wyznaczyłem w porozumieniu z siostrą Nazariuszą, pracującą na misjach: uruchomić zaniedbany gabinet w przychodni w Abong Mbang, naprawić sprzęt, przygotować miejsce do pracy. Tydzień po mnie miała przyjechać tu młoda pani doktor i przejąć placówkę.

Wydawać by się mogło, że zadanie proste – w Polsce, przy dostępie do serwisów, hurtowni, sklepów remontowo-budowlanych – tak. Ja jednak miałem to zrobić w kraju, gdzie ostatni znany serwisant takiego sprzętu zmarł w czerwcu... Zresztą za wymianę transformatora żądał około tysiąca euro, więc i tak siostry misjonarki nie byłyby w stanie skorzystać z jego usług. Zatem miałem uruchomić gabinet w kraju, do którego przywozi się żarówki i krany, bo te dostępne w kameruńskich sklepach do niczego się nie nadają (sam miałem w bagażu siedem baterii prysznicowych i dwa pudełka żarówek LED dla domu zakonnego księży marianów).

Jak wyglądał mój drugi pobyt w Kamerunie, jak uruchamia się praktykę stomatologiczną w buszu, bez światła i wody? Tego będzie można się dowiedzieć z kolejnego tekstu... Zainteresowanych zapraszam do dalszej lektury.

kontakt z dr Konradem Rylskim
e-mail: dentysta@dzieciafryki.com


Dziękujemy
za wsparcie misji dentystycznej dr Konrada:
 

Fundacja DZIECI AFRYKI
78 2490 0005 0000 4600 9165 1606
tytuł: Dentysta w Kamerunie


zbiórka publiczna prowadzona za pozwoleniem MSWiA
zgodnie z decyzją nr 144/2011

Zobacz fotorelację z wyprawy dentysty do Kamerunu

« powrót