Fundacja Dzieci Afryki

organizacja pożytku publicznego - podaruj 1% podatku - KRS nr 0000331212


Jak z nami pomagać
dzieciom z Afryki?
czytaj:
Działalność
fundacji w kr
aju

2012-05-10 -

WAWRZEŃCZYCE IGOŁOMIA
 „Wyrażamy nasz ogromny podziw i uznanie dla działalności Fundacji DZIECI AFRYKI …” tymi słowami zostali przywitani jej przedstawiciele przez społeczność szkolną w Wawrzeńczycach k. Krakowa. 

Więcej

Strona 1 z 8  > >>


Wiadomości
z misji

2012-04-17 -

NYAKINAMA
Dziękuję Wam za zbiórkę mleka w proszku, które jest niezbędne w wykarmieniu wygłodzonych niemowlaków – pisze misjonarka z Rwandy.

Więcej

Strona 1 z 8  > >>



Wiadomości z Afryki:

 
 
 
__________

Przekaż
DAR SERCA!
 


__________
 
Jesteśmy na:
__________
TERAZ na stronie
(ustawiono 6.01.2011):

3. wyprawa z misją pomocy do Afryki (cz.5)

Półtorej godziny przed wyjazdem z Rwandy otrzymujemy sms z Polski: „Podali, że był napad na dom prezydenta Kongo, ale jego i żony nie było w domu. Jednak zginęło 17 osób. Bądźcie ostrożni”.

„Macie nieważne wizy, wracajcie do Rwandy!” – tymi słowami żegna nas już trzeci z kolei funkcjonariusz kongolijskiej straży granicznej wnikliwie badając każdą stronę polskich paszportów. W międzyczasie bąknął o możliwości wykupu wizy za 250 dolarów od osoby. Wbite wizy oczywiście są ważne, opłacone przed kilkoma dniami w stolicy Burundi. No cóż, kolor naszych skór zachęca urzędników do wyłudzenia dodatku specjalnego do skromnej pensji. Nie mamy zamiaru ani kupować drugiej wizy trzykrotne droższej od tej, którą już mamy w paszporcie ani dawać „w łapę”, bo … nie wypada, w Polsce to przecież karalne. Aby wrócić do Rwandy trzeba wypełnić wniosek wizowy przez Internet, do którego - tu na pasie ziemi niczyjej - nie ma dostępu. Cóż robić?

Idźcie do cienia i nie rzucajcie się w oczy” – uprzedza nas telefonicznie s. Barbara. Informuje, że przyjedzie na przejście graniczne i zobaczy co da się zrobić.

Wcale nie było oczywiste, że po dwóch godzinach niepewności będziemy mknąć motorkami po powulkanicznych, dziurawych ulicach, chyba najbrzydszego miasta na świecie, Goma - do Ojców Pallotynów na nocleg. Dotarło do nas, że to Aniołowie sprawili, iż ważny miejski urzędnik ostatecznie wpuścił nas „z misją pomocy” do państwa bezprawia.

Nazajutrz mkniemy dżipem po wyboistej drodze z zawrotną prędkością 60 km/h w kierunku Ntamugenga. Zanim jednak wydostajemy się z Goma chowamy wszelki dobytek wszędzie tam gdzie podpowiadała nam wyobraźnia. „To na nic się zda jeżeli zatrzymają nas rebelianci – ostrzega s. Barbara, ale w przypadku żołnierzy może się uda”. Okazuje się, że w Kongo nie można liczyć nawet na tych, którzy powinni stać na straży bezpieczeństwa. Niedofinansowana armia ma przyzwolenie na uprawianie bezprawia – „macie karabiny, radźcie sobie” – podobno tak mówi  sam prezydent. Widok wojskowych z ciemnymi okularami i bandamkami na czołach oraz z karabinami i ręcznymi wyrzutniami w dłoniach budzi niepewność.
Po osiemdziesięciu minutach, jak dotąd - najniebezpieczniejszej jazdy po Afryce, serca z powrotem opadły z gardeł i zajęły właściwe miejsca za mostkiem. Jeszcze tylko po kolacji krótki instruktaż od misjonarki: „
W razie strzałów połóżcie się pod oknem w swoim pokoju. Możecie też przykryć się materacem - ponoć zatrzymuje kule (…) i dobranoc”.  

Siostry od Aniołów pracują w Demokratycznej Republice Konga od kilkunastu lat. Kilkakrotnie doświadczyły napadów rabunkowych. A jednak trwają na misyjnym posterunku. Tylko podziwiać! W Ntamugenga prowadzą szpital, ośrodek dożywiania i ochronkę dla dzieci. Uczą katechezy w szkole oraz opiekują się licznymi sierotami.

Szpital robi na nas dobre wrażenie. Pracuje w nim aż dwóch lekarzy (jeden stażysta). Oglądamy miejsce na inkubator, o który staramy się od miesiąca. Teraz wcześniaki by przeżyć otulane są ciepłymi kocami. Oprowadzająca nas misjonarka wspomina o potrzebie zakupu małego aparatu rentgenowskiego – „włączalibyśmy agregat prądotwórczy na czas pracy urządzenia - niezbędnego do stawiania poprawnej diagnozy ". W szpitalu nie ma prądu.

W szpitalu spotykamy wiele niedożywionych dzieci. Widok nie należy do przyjemnych. Serce ściska za gardło widząc wychudzone twarzyczki oraz nóżki i rączki. Siostra tłumaczy, że to efekt niedoboru węglowodanów w organiźmie. Na szczęscie dzieci są do uratowania.  

Chwilę strachu przeżywamy w sali porodowej. Jesteśmy świadkami zabiegu cesarskiego cięcia. Lekarz każe młodziutkiej matce zmówić modlitwę. Po „Zdrowaś Mario” pacjentka traci przytomność. Z uwagą śledzimy naszą pierwszą cesarkę. Kiedy zespół operacyjny walczy o życie noworodka „Zdrowaś Mario” pojawia się także na naszych ustach. Dopiero po 10. minutach mały Paul Robert zaczyna płakać. Co za ulga. Radość.

mały Paul Robert zaledwie 20 minut po urodzeniu z "ojcami chrzestnymi"

« powrót