Konto Fundacji (Bank ING): 34 1050 1025 1000 0090 6860 7853 SWIFT/BIC/:INGBPLPW

 Jak pomagać
dzieciom z Afryki?

czytaj:
 
Działalność Fundacji
w kraju

2010-08-31 -

Z wizytą w Lesznie

LESZNO było ostatnim przystankiem tegorocznych letnich animacji misyjnych organizowanych wspólnie przez Fundację DZIECI AFRYKI i misjonarkę s. Lucjanę Drapałę.


Więcej

Strona 1 z 11  > >>

Wiadomości z Afryki

2010-07-06 -

Akcje wakacyjne

W Kamerunie już czwarty tydzień dzieci mają wakacje. Trwają one przez trzy miesiące. Siostry Michalitki nie odpoczywają, niestrudzenie zajmują się dziećmi i młodzieżą.

Więcej

Strona 1 z 6  > >>


 

Listy od misjonarzy

Nguelemendouka, listopad 2009 r.


Drodzy Przyjaciele Misji

W duchu wielkiego dziękczynienia stajemy przed Bogiem, by Mu wyrazić wielką miłość za dar powołania misyjnego, które realizowało się w ciągu 25 lat na Kameruńskiej Ziemi – Ojczyzny z wyboru. Z perspektywy lat, spoglądamy wstecz, by zauważyć to nie kończące się pasmo znaków Jego Miłości. Nie ma takiego zakątka w historii naszego życia, w którym by nie jaśniało   nad nami Jego Miłosierdzie. Nie było takiej godziny, w której nie doświadczyłybyśmy Jego kochającej i ojcowskiej obecności, czule traktującej nasze dusze. W naszym życiu nie jeden raz doświadczyłyśmy od ludzi zranień, niewdzięczności, niezrozumienia, a także samotności. Ale od Niego otrzymywałyśmy wyłącznie jeden nie kończący się ciąg gestów miłości. Miłość to walka o to, co się kocha. Niekiedy jest ona szara, bez płomienia, lecz nadająca jej prawdziwy wymiar.

Z perspektywy tak szybko minionych lat widzimy, że trzeba umieć się zatrzymać, by zadać sobie pytanie: czy ja i ludzie obok mnie staliśmy się lepsi, bardziej wdzięczni i odpowiedzialni?

Nie budowałyśmy gmachów i nie było wielkich inwestycji, które mogłyby zadziwić ludzi. One rosły powoli w sercach ludzkich, w pięknych duszach dzieci, młodzieży i ludzi starszych potrzebujących gestów miłosierdzia. Często wielkość wyraża się w statystykach, które potwierdziłyby, ile jest ludzi ochrzczonych, ile przygotowanych do sakramentów św., ilu odeszło do wieczności pojednanych z Bogiem. Te ciche cuda Bożego Miłosierdzia zna On sam.

25 lat temu upadały szkoły katolickie, powiewało pustką. Dziś znów stoją w pełnym rozkwicie, dlatego, że za nami opowiedzieli się cisi misjonarze „na zapleczu” – bez rozgłosu. To oni odpowiedzieli na nasze wołanie o pomoc - w różnoraki sposób: bądź to przez „Adopcję serca”, bądź to przez usilne wspomaganie dzieci sierocych, biednych, zaniedbanych. W XXI wieku, pełnym wspaniałych osiągnięć, liczba ludzi biednych, czekających na pomoc wcale się nie zmniejszyła. Na tę pomoc czekają dzieci, zagubiona młodzież i ludzie starsi, nikomu niepotrzebni.

Ostatnio, w czasie wizyty chorych, staruszek mieszkający ze swoją niewidomą żoną zgłosił, że bardzo cierpi na przepuklinę. Lekarz stwierdził potrzebę operacji. Zapytałam obok stojących ludzi, kto mógłby mu pomóc. Nikt się nie zgłosił. Postawiłam drugie pytanie: co sądzi znachor tubylczy patrząc na tę nędzę ze Żłóbka Betlejemskiego? Tu także nikt nie próbował dawać odpowiedzi. Czy  odpowiedź może dać tylko misjonarz, którego wzrok sięga głębiej i dalej? Wydawać by się mogło, że już czas najwyższy, aby ludzie zaczęli korzystać z medycyny współczesnej. Chociaż misjonarze robią wszystko, aby ośrodki zdrowia były w miarę dobrze zaopatrzone, choćby w podstawowe leki na malarię, filerię i robaczycę, to jednak ważnym autorytetem dla ludzi tubylczych są fetysze i czarodzieje. Dopiero gdy oni nie pomogą, udają się po pomoc do misjonarzy, a często jest już za późno.

Dzięki ogromnej pomocy wszystkich Przyjaciół, którzy wspomagają nas we wszystkich dziełach misyjnych, Siostry w ośrodkach zdrowia mogą zakupić witaminy i specjalne odżywki, wzmacniające bardzo wyniszczone ciałka małych dzieci, głównie przez amebę i robaczycę. Dzieci niedożywione są bardzo podatne na wszystkie choroby. Ogromnym problemem jest gruźlica, która powala nieraz całe rodziny. Do tej pory ludzie nie bardzo są przekonani o śmiertelnych skutkach chorób, o wielkich ich zagrożeniach.

Stąd w naszym oratorium dla dzieci sierocych, których liczba stale wzrasta, coraz więcej jest potrzebujących   pomocy. Obecnie z dożywiania   korzysta ponad 150 dzieci. (Odrabiają tu także lekcje, organizuje się im zabawy). Liczba przyjęć do oratorium jest ograniczona ze względu   na brak pomieszczeń. Jesteśmy w trakcie szukania pomocy na budowę oratorium, które mogłoby przygarnąć jeszcze więcej sierot czekających na pomoc i naszą miłość. Pragnienie naszego Założyciela - błogosławionego ks. Markiewicza jest wciąż aktualne: „Chciałbym zgromadzić miliony dzieci opuszczonych ze wszystkich narodów i za darmo je żywić na duszy i na ciele”. Nasza Współzałożycielka, Służebnica Boża Matka Anna Kaworek powiedziała: „Jak długo temu przeznaczeniu pozostaniemy wierne, nie mamy trwogi o przyszłość, bo Bóg nas nie opuści. Bóg więcej ma niż rozdał i w swoim czasie wzbudzi i powoła ludzi dobrej woli i chętnego serca, którzy wspomogą nasze zakłady sieroce”.

Dlatego dziś stajemy przed Wami, nasi Drodzy Przyjaciele, by wyrazić naszą ogromna wdzięczność, że jesteście podatnymi narzędziami w ręku Boga, wspomagając wszystkie nasze dzieła misyjne. Chrystusowe ręce są wydłużone dzięki wielkości i hojności Waszych serc.

Wszystkim, którzy otworzyliście się na głos dzieci Afryki, którzy mocą swej wyobraźni zrozumieliście biedę i ich los, którzy staliście się prawdziwymi Misjonarzami – z serca dziękujemy: Bóg zapłać!

Siostry Michalitki z Nguelemendouka


« powrót