Adwentowe rozważanie adopcyjnej mamy cz.I
Kiedy po raz pierwszy trafiłam na stronę Fundacji „Dzieci Afryki” kierowała mną jedynie ciekawość. To co poruszyło mnie dogłębnie od pierwszej chwili, to zdjęcia dwóch młodych mężczyzn, otoczonych gromadką umorusanych afrykańskich dzieci. Początkowo sądziłam, że to pewnie wystylizowane, specjalnie dla potrzeb fundacji zdjęcie. Przeglądałam z ożywieniem kolejne i kolejne a w każdym następnym odkrywałam jak bardzo się myliłam. Każde kolejne zdjęcie jest tylko świadectwem ogromu miłości tych dwojga ludzi, miłości prostej, bezpretensjonalnej, nie oczekującej nagrody ani pochwały. I od razu pytanie w głowie, dlaczego?
W świecie pędu, ciągłej gonitwy, braku czasu, odrzucania wszystkiego co biedne, brzydkie, chore, stare, odwracania się od tego co nie pasuje do ram naszego obrazu jakim jest życie. Co kieruje ludźmi, że rezygnują z przyjemności życia, poświęcając się idei służenia ubogim gdzieś daleko w świecie? Nurtowało mnie to pytanie długo. I odpowiedzi nasuwają się dwie: na tą prostszą, łatwiejszą wpływa dom rodzinny i nasza wrażliwość, a potem zbieg okoliczności może nawet przypadek, druga odpowiedź ma dużo głębszą podstawę, to często traumatyczne przeżycie, związane z cierpieniem trudnym do udźwignięcia. To takie wydarzenia często są momentem zwrotnym. Kiedy cierpienie staje się nie do zniesienia, kiedy czas staje w miejscu i wydaje się, że nie zrobi się już kroku do przodu, ten krok może stać się początkiem czegoś zupełnie innego, nowego, duchowo bogatszego. Czy cierpienie ma sens? W tym jak ktoś cierpi, leży odpowiedź na pytanie po co cierpi.
Od tego dnia kiedy trafiłam na stronę fundacji życie zaczęło nabierać innego wymiaru.
Przystąpiłam do programu „Adopcja Serca”. Ze strony spoglądały na mnie piękne oczy Regelio, wiedziałam od razu, że będzie „moim synkiem”. Ta świadomość, że jest ktoś na tym świecie, o kogo wypełniając wniosek, mam moralny obowiązek troszczyć się, pamiętać i czuć się za Niego ODPOWIEDZIALNA!
No właśnie, odpowiedzialność za drugiego człowieka dziś jest taka niemodna. Psychologowie pouczają nas, odpowiedzialnym należy być tylko za siebie, za żadnego człowieka nie można wziąć odpowiedzialności. Należy dbać o siebie, myśleć o sobie, robić wszystko dla siebie. A więc, tylko ja i jeszcze raz ja. A potem słyszę słowa Roberta, po pierwszej wyprawie do Afryki: przez rok spłacałem z prywatnych pieniędzy Kamerun, bo będąc tam nie mogłem nie pomóc.
Można przejść przez życie delikatnie, bez uszczerbku dla duszy i ciała. Myśleć jedynie o tym co włożyć na siebie, w której restauracji zamówić pyszny, pięknie podany obiad, jakim kolejnym modnym gadżetem zabłysnąć wśród znajomych. Jeśli troszczymy się jedynie o nas samych i ludzi nam bliskich, takich którzy gotowi są za okazaną troskę
nam się odwdzięczyć, to znaczy, że tak naprawdę nie umiemy kochać w ogóle. Bo prawdziwa miłość niczego nie oczekuje, a radość czerpie z dawania. Jesteśmy moralnie zobowiązani do okazywania serca każdemu człowiekowi, każdemu który staje na naszej drodze. Nic nie jest w życiu dziełem przypadku, z każdego człowieka któremu pomogliśmy, z każdego człowieka do którego nie wyciągnęliśmy pomocnej dłoni będziemy kiedyś rozliczeni. Wtedy każdy z nas zobaczy wyraźnie twarze tych ludzi, głodnych, cierpiących, smutnych, pozbawionych nadziei. Sami dla siebie będziemy sędziami w tamtych dniach.
Nigdy nie jest za późno na to, żeby odmienić swoje życie. Naprawę świata należy zacząć od samego siebie. Więc bądźmy od dziś św. Mikołajami. Sprawiajmy radość innym każdego dnia, uśmiechem, rozmową, gestem, niespodzianką. Nie raz, nie dwa, nie od niedzieli, nie od święta, ale codziennie. Codziennie możemy, mamy taką moc odmieniać życie drugiego człowieka, a zanim się obejrzymy nasze własne życie nabierze innego wymiaru, innych kolorów.
Dlaczego mamy nie pójść własną drogą, inną niż ta, którą wybiera większość ludzi? Przypatrzmy się im, wstają rano sfrustrowani kolejnym, męczącym dniem pracy, z głową zatroskaną codziennymi sprawami podążają w zadumie do pracy. Po pracy równie sfrustrowani pędzą do domów by znów zanurzyć się w milionie domowych spraw. I tak dzień za dniem, każdy taki sam, szary, nijaki, bez wyrazu, bez kolorów. Zapytajmy ich czy są szczęśliwi, co odpowiedzą? Odpowiedzą: nie, bo masa problemów, bo brak pieniędzy, bo w pracy wszystko idzie po grudzie, bo z dziećmi kłopoty, bo nie umieją, nie potrafią dostrzec w życiu głębszy sens.
Pomyślmy, każde okazane dobro do nas wróci, ze stokrotną mocą. Jeśli chcemy być naprawdę szczęśliwi, to nie ma innej drogi, jak otwarcie serca na drugiego człowieka. Nie ma, żadne bogactwo, żadne nowoczesne gadżety, żadna inna rzecz na tym świecie nie przyniesie nam prawdziwej wewnętrznej radości. Wszystkie przyziemne rzeczy przykryje kurz, znudzenie i wciąż gdzieś w środku będziemy czuć niedosyt.








