3. wyprawa z misją pomocy do Afryki (cz.4)
Siostra Mirosława zachęca do wsparcia Centrum Dożywiania. „A może fundacja pomogłaby w zakupie krowy do ośrodka dożywiania? Jest tak bardzo potrzebna, by ratować dzieci od choroby głodowej!” Decyzja zapada błyskawicznie. Tak!!! Krowa – to jest to! Codziennie będzie dawać życiodajne mleko afrykańskim dzieciom, będzie też oryginalnym „ambasadorem” fundacji w Rwandzie.
Do Centrum trafiają dzieci u których zdiagnozowano niedożywienie. Ich matki zarażone są AIDS lub zmarły z powodu wirusa. Młodsze dzieci potrzebują mleka, starsze produktów mlecznych oraz gotowanych potraw wielowarzywnych.
Pomagamy w ważeniu dzieci, bawimy się z nimi w czasie, gdy matki pracują w ogrodzie, aby utrzymać Centrum Dożywiania. Urzeka nas trzymiesięczna Anitka, której mama zmarła przed tygodniem. Bierzemy ją w adopcję.
Podczas spotkania ze starszymi dziećmi organizujemy konkurs na imię dla krowy. Spośród kilkunastu propozycji wybrano „nziza” co w języku kinyarwanda znaczy „piękna”. Dzieci otrzymują od nas, a przekazane od Ludzi Pięknych Serc w ramach akcji "Abana Rwanda", przybory szkolne oraz toaletowe. Cieszą się z polskich piłek i skakanek.
Pewnego popołudnia odwiedzamy poznaną wcześniej rodzinę. Trójką dzieci opiekuje się samotna matka. Ojciec ich porzucił. Spożywamy wieczorny posiłek podany na wielkiej tacy. Góra gotowanej kapusty z grochem, marchwią i bananami smakuje dziwnie swojsko. Nikt nie używa sztućców.
Prosimy dwójkę starszego rodzeństwa, aby pokazali zeszyty szkolne. Okazało się, że dzieci piszą w zeszytach przeciętych na pół. To z oszczędności. Chcemy te zeszyty. Obiecujemy nowe i coś jeszcze. Pytamy co dzieci chcą w zamian. Chłopiec o imieniu Anatole mówi, że długopis, dziewczynka Divina, że … biały chleb. Dochodzi do transakcji.
Zeszyty z Rwandy zostają dołączone do kolekcji, która będzie towarzyszyła przedstawicielom fundacji podczas tegorocznych spotkań w polskich szkołach oraz „niedziel misyjnych” w parafiach.
Ernest – pomocnik misyjny, opiekun sierot (już ambasador fundacji w Rwandzie) organizuje dla nas wycieczkę po sąsiednim wzgórzu. Przez kilka godzin, w promieniach popołudniowego słońca, wspinamy się, podziwiając piękne widoki. Każdy nawet najmniejszy skrawek ziemi jest zagospodarowany. Spotykamy Rwandyjczyków w ich naturalnym środowisku. Ludzie ciężko pracują; uprawiają poletka na stokach gór, dzieci dźwigają kanistry z wodą wspinając się po stromych ścieżkach do glinianych domów – takich już nie zobaczy się przy głównych, asfaltowych drogach. Dotykamy prawdziwego życia na wzgórzach. Mieszkańcy uprzejmi, choć nieufni. Dzieci – zadowolone. Otrzymują łakocie, chętnie pozują do zdjęć, biorą udział w zgadywankach – sprawdzamy ich wiedzę. Jest dobrze.
Dwa ostatnie dni spędzamy z s. Marysią. W drodze do Kampanga misjonarka pokazuje miejsce, w którym przed kilkunastoma laty dosięgły ją kule; postrzelona, prowadzi dalej nie zatrzymując auta, jej wzrok z poziomu siedzenia wypatruje wierzchołków przydrożnych drzew, które ją naprowadzają, cudem ucieka przed uzbrojonymi napastnikami chroniąc się w domu biskupa w Ruhengeri. Siostra prosi, aby nie publikować szczegółów. Misjonarki nadal żyją w niepewności jutra.
W Kampanga poznajemy sędziwego hiszpańskiego misjonarza. Ks. Joseph Cabayol żyje w spartańskich warunkach, bez prądu i bieżącej wody. Jak ewangeliczny pasterz dzielnie trwa ze swoimi owieczkami. Cieszy się z poznania polskich podróżników „z misją”.
Tu, u podnóża wulkanów, na pograniczu rwandyjsko - kongolijsko - ugandyjskim, ostatnim miejscu na świecie, w którym żyją na wolności goryle górskie, dokonujemy nagrań miejscowego zespołu. Rwandyjskie melodie zostają utrwalone. Znajdą się wkrótce na kolejnej płycie z serii „Z serca Czarnej Afryki”. Ks. Joseph wyraźnie jest zadowolony.
D z i ę k u j e m y:
za przekazane dary dla rwandyjskich dzieci
oraz błyskawiczną adopcję Anitki
wszystkim Ludziom Pięknych Serc
za wsparcie akcji „Abana Rwanda”,
dzięki której już sfinansowaliśmy zakup 1/4 krowy Nziza
siostrom misjonarkom








